- Mamo, myślę, że powinnaś rozejrzeć się za czymś dla siebie - powiedział syn przy śniadaniu, nawet nie podnosząc wzroku znad telefonu.

Siedziałam przy ich stole, w ich kuchni, w mieszkaniu, które jeszcze pół roku temu było moje. Oddałam im mieszkanie, bo wnuczka rosła, zaczynało im brakować miejsca, a wynajem czegoś większego był dla nich za drogi. Pomyślałam, że jak mogę pomóc - to pomogę. Miałam oszczędności, mogłam wynająć coś małego, wystarczyło mi. Chciałam im pomóc.

A teraz? Teraz nagle jestem problemem. Przeszkodą. Odsuwną babcią, której obecność staje się niezręczna.

Zamieszkałam z nimi na chwilę - do czasu, aż znajdę coś swojego. Tak się umówiliśmy: oni dostają mieszkanie, ja spokojnie rozejrzę się za czymś niedużym. Ale mijały tygodnie, potem miesiące — niczego nie udawało się znaleźć w okolicy, wszystko było za drogie albo zbyt daleko… a atmosfera robiła się coraz bardziej napięta

Zaczęło się od spojrzeń. Potem od drzwi zamykanych ciszej niż zwykle. Od szeptów za ścianą. A dziś - już wprost usłyszałam, że "to nie jest dobre rozwiązanie dla nikogo".

Patrzyłam na syna, a on udawał, że nie widzi moich łez. Nikt nie uprzedził mnie, jak to boli - być gościem w miejscu, które kiedyś nazywałam domem.

Kiedy synowa wprowadziła się do mnie, byłam szczęśliwa. Naprawdę. Cieszyłam się, że ich stać na wspólne życie, że nie muszą zaczynać od zera, jak my kiedyś z mężem. Owszem, miałam swoje nawyki, swój porządek, swój sposób gotowania, ale próbowałam się dostosować. Ustąpiłam im sypialni, zrezygnowałam z fotela, w którym zwykle czytałam wieczorami, a kiedy pojawiła się wnuczka, oddałam nawet mój pokój z balkonem.

A potem przyszedł ten pomysł: że oddam im mieszkanie na własność, a sama wynajmę coś niedaleko. Byli wzruszeni. Płakali. Syn mówił, że nigdy mi tego nie zapomni. I przez chwilę naprawdę wierzyłam, że to decyzja dobra dla wszystkich.

Tylko że potem wszystko się zmieniło. Niby powoli, ale boleśnie.

Zaczęłam zauważać, że synowa złości się, gdy komentuję coś przy wnuczce. Że irytuje ją, gdy przypominam, by ubrać czapkę. Że nie pasuję do ich "nowoczesnego" podejścia. Nie chciałam się wtrącać, naprawdę. Ale przecież byłam tam codziennie, widziałam, słyszałam. I trudno było mi milczeć, gdy wnuczka płakała, a oni kazali jej "samodzielnie się uspokoić".

Syn? On jakby zaczął mnie unikać. Coraz częściej wracał późno, coraz częściej milczał przy obiedzie. Kiedyś sam mówił, że moje zupy są najlepsze na świecie. Teraz zamawiali pizzę.

Pewnej nocy usłyszałam, jak rozmawiają szeptem w salonie. Mówili, że potrzebują prywatności. Że to niezdrowe dla nich jako młodego małżeństwa, że muszą ciągle "dzielić przestrzeń". Mówili o mnie. Jakby mnie już nie było.

Po rozmowie przy śniadaniu spakowałam walizkę. Powiedziałam, że jadę na kilka dni do kuzynki. To była wymówka - nie chciałam patrzeć, jak cieszą się z mojej nieobecności. Wzięłam tylko najpotrzebniejsze rzeczy i wyszłam.

Przez pierwsze dni czułam pustkę. I upokorzenie. Nikt nie zadzwonił. Nikt nie zapytał, czy czegoś potrzebuję. Nawet wnuczka, która zawsze rzucała mi się na szyję - tym razem tylko przesłała serduszko w wiadomości głosowej. Jakby i ona zaczęła rozumieć, że babcia to ktoś, kto był. Ale już nie jest.

Znalazłam małą kawalerkę na obrzeżach. Skromną, ale cichą. Dla jednej osoby wystarczającą. Gdy podpisywałam umowę, właścicielka powiedziała, że większość lokatorek to starsze kobiety, które zaczynają wszystko od nowa. Uśmiechnęłam się słabo. Nie zaczynałam nic od nowa. Ja po prostu… musiałam się gdzieś podziać.

Minął miesiąc, zanim syn przyszedł. Nie zapukał. Zadzwonił wcześniej i zapytał, czy może wpaść na chwilę. Przyniósł ciasto. Usiadł na krześle i patrzył gdzieś poza mnie.

- Wiem, że to nie wyszło tak, jak powinno - powiedział cicho. - Ale to nasze życie. Potrzebujemy przestrzeni.

Kiwnęłam głową.
- Wiem. Ja już nie należę do waszego świata.

Wstał. Nie przytulił mnie. Nie powiedział "kocham cię". Tylko tyle:
- Może wpadniemy z małą w przyszły weekend. Jeśli będziesz miała czas.

Będę miała. Zawsze mam czas.

Tylko że tym razem upiekę ciasto w miejscu, które nie jest moim domem. Bo dom, jak się okazuje, to nie ściany. To miejsce, w którym jeszcze ktoś chce, żebyś w nim była. var adsinserter = adsinserter || {}; adsinserter.tags = ['fulladsnew'];