Teściowa siedziała na kanapie z moją ośmioletnią córką Zosią. Pokazywała jej zdjęcia na telefonie.
- Zobacz, kochanie, to twoja ciocia Magda, jak miała tyle lat co ty - mówiła słodkim głosem, którego nigdy dla mnie nie używała. - Ale była ładna, prawda? I jakie miała piękne, gęste włosy.
Zosia miała cienkie włosy po mnie. Wiedziałam, do czego teściowa zmierza. Stałam przy zlewie, zmywając talerze po obiedzie. Trzy metry od nich. Otwarta kuchnia - widziała mnie doskonale.
- A tutaj patrz, to ciocia ugotowała bigos na święta - kontynuowała, przesuwając palcem po ekranie. - Cała rodzina mówiła, że lepszego nie jedli. Twoja mama nigdy by tak nie gotowała.
Zaśmiała się. Zosia też się zaśmiała, niepewnie. Talerz wyślizgnął mi się z rąk i stuknął o dno zlewu. Nikt się nie odwrócił.
- Magda w ogóle jest taka utalentowana - teściowa westchnęła teatralnie. - Szkoda, że mieszka tak daleko. Gdyby ona tu była, tobyście się świetnie bawili. Prawda, że chciałabyś poznać ciocię Magdę?
Zakręciłam wodę. Ręce mi drżały.
Dwa lata. Od dwóch lat mieszkała z nami "tymczasowo", bo sprzedała mieszkanie i szukała nowego. Od dwóch lat każdy mój obiad był gorszy od Magdy. Każde sprzątanie - niewystarczające. Każda decyzja wychowawcza - błędna.
Marek wrócił z pracy za godzinę. Wiedziałam, co się stanie. Powiem mu o tej sytuacji, a on westchnie: "No wiesz, mama tak nie myślała. Ty jesteś nadwrażliwa." Nadwrażliwa. To słowo stało się moją definicją.
Tego wieczoru czekałam, aż Zosia pójdzie spać. Teściowa jak zwykle usiadła przed telewizorem w salonie - naszym salonie - i przełączyła na swój serial. Marek scrollował telefon obok niej.
Usiadłam naprzeciwko.
- Musimy porozmawiać - powiedziałam.
Marek podniósł wzrok. Teściowa nawet nie drgnęła.
- Twoja mama dzisiaj powiedziała Zosi, że nigdy nie ugotuję tak dobrze jak Magda. Powiedziała to na tyle głośno, żebym usłyszała.
- Mamo? - Marek spojrzał na nią.
Teściowa wzruszyła ramionami, nie odrywając wzroku od ekranu.
- No co, to prawda. Magda gotuje lepiej. Nie powiedziałam nic złego.
- Ale powiedziałaś to mojej córce. O jej matce - dodałam, starając się zachować spokój.
- Dziecko powinno wiedzieć, że są ludzie utalentowani i... no, zwykli.
Coś we mnie pękło.
- Zwykli - powtórzyłam. - Rozumiem. Mieszkam w "zwykłym" mieszkaniu, które spłacam kredytem od dziesięciu lat. Gotuję "zwykłe" obiady, które ty codziennie jesz. Wychowuję "zwykłe" dziecko. A ty jesteś tu gościem, który od dwóch lat zajmuje nasz pokój gościnny i krytykuje gospodyni.
- Agnieszka - Marek zaczął ostrzegawczo.
- Nie, Marek. Tym razem nie. - Odwróciłam się do niego. - Twoja mama od dwóch lat mieszka z nami za darmo. Nie płaci czynszu, nie kupuje jedzenia, nie sprząta. A każdego dnia słyszę, że Magda by to zrobiła lepiej. Że Magda ma lepszy gust. Że Magda lepiej wychowuje dzieci, chociaż w ogóle ich nie ma.
Teściowa w końcu wyłączyła dźwięk w telewizorze.
- Bo to prawda - powiedziała zimno. - Magda nigdy nie wyszłaby za kogoś, kto zarabia tyle co Marek. Ona ma wyższe standardy.
Cisza, która zapadła, była głucha. Marek pobladł.
- Co ty właśnie powiedziałaś? - wyszeptał.
- Prawdę. - Teściowa w końcu spojrzała na nas. - Myślicie, że ja chciałam tu mieszkać? Myślicie, że mi się podoba to wasze małe mieszkanie w bloku? Magda oferowała mi pokój w jej domu w Konstancinie. Ale jest zbyt zajęta swoją karierą. To ty, Marek, nalegałeś, żebym tu została.
- Bo jesteś moją matką! - głos mu się załamał.
- I dlatego mówię ci prawdę. Zasługujesz na lepszą żonę. Na kobietę, która by ci dorównała.
Wstałam.
- Marek - powiedziałam spokojnie. - Twoja mama ma tydzień na znalezienie nowego miejsca. Albo przeprowadza się do cudownej Magdy, albo wynajmuje coś sama. Ale nie zostaje tutaj.
- Agnieszka, no weź...
- Nie. - Podniosłam rękę. - Dwa lata słuchałam, że nie jestem dość dobra. Dwa lata tolerowałam porównania. Ale mojej córce nikt nie będzie mówił, że jej matka jest drugą kategorią. I tobie też nie pozwolę tego słuchać.
Wyszłam z salonu i zamknęłam się w sypialni. Marek przyszedł po dwóch godzinach. Usiadł na brzegu łóżka.
- Przeprasza cię - powiedział cicho.
- Nie przyjmuję przeprosin. Chcę, żeby się wyprowadziła.
- To moja matka.
- A ja jestem twoją żoną. Matką twojego dziecka. I przez dwa lata byłam niewidzialna we własnym domu. - Spojrzałam na niego. - Magda ma dom w Konstancinie? Ma pieniądze? To niech się nią zajmie. Albo twoja mama wynajmie kawalerkę z tego, co dostała ze sprzedaży mieszkania. Ale tutaj nie zostaje.
- A jeśli powiem, że nie?
Serce zabiło mi mocniej, ale nie cofnęłam się.
- To ty podejmiesz decyzję. Ona albo my.
Wiedział, że nie blefuję.
Teściowa wyprowadziła się po dziesięciu dniach. Do Magdy, oczywiście. Okazało się, że "zbyt zajęta" siostra jednak miała miejsce, tylko nie miała ochoty. Pierwszy tydzień bez niej był dziwny. Cisza w domu wydawała się niesamowita. Zosia zapytała raz: "Gdzie babcia?". Powiedziałam prawdę: "Babcia przeprowadziła się do cioci Magdy."
Drugiego tygodnia Marek przyszedł do mnie wieczorem z kubkiem herbaty.
- Przepraszam - powiedział. - Powinienem cię bronić. Od dawna.
Skinęłam głową. Przyjęłam herbatę. Nie wszystko się naprawiło od razu. Ale po raz pierwszy od dwóch lat poczułam, że to znowu jest mój dom. Nasz dom. I że nie muszę być Magdą, żeby być dość dobra.
Wystarczy być sobą. W swoim własnym domu. var adsinserter = adsinserter || {}; adsinserter.tags = ['fulladsnew'];