Brat odłożył testament na stół i spojrzał na mnie tym swoim spokojnym wzrokiem, który zawsze oznaczał, że już wszystko zaplanował.

- Dom powinien zostać w rodzinie - powiedział.

Siedziałam naprzeciwko niego w kuchni naszego ojca. Dokładnie w tym samym miejscu, gdzie tata pił poranną kawę przez czterdzieści lat. Trzy dni po pogrzebie. Zapach jego wody kolońskiej wciąż unosił się w przedpokoju.

- Masz rację - odparłam cicho. - Dom powinien zostać w rodzinie.

Byłam wdzięczna, że Krzysztof myśli tak samo. Że rozumie. Dom w Milanówku, ten z ogromnym ogrodem, gdzie się wychowaliśmy. Gdzie mama sadziła piwonie. Gdzie tata zbudował altanę własnymi rękami. Nie można go było po prostu sprzedać obcym.

- Cieszę się, że się zgadzamy - Krzysztof skinął głową. - Dlatego myślę, że najlepszym rozwiązaniem będzie, jeśli ty sprzedasz mi swoją połowę. Po koleżeńskiej cenie, oczywiście. Marcela i dzieci potrzebują większej przestrzeni, a poza tym...

Urwał, ale ja już nie słuchałam. Moja połowa. Sprzedam. Jemu.

- Przepraszam, co? - wyszeptałam.

- No wiesz, Kasiu. - Rozłożył ręce. - Ty masz swoje mieszkanie w Warszawie. Jesteś sama, nie masz dzieci. Po co ci ten dom? A my z Marcelą...

- Dom powinien zostać w rodzinie - powtórzyłam jego słowa jak echo. - Chodziło ci o twoją rodzinę. Nie naszą.

- No właśnie. - Uśmiechnął się. - Zostanie. W mojej.

- Ja nie jestem rodziną?

Cisza, która zapadła, miała smak zdrady.

- No jesteś, ale... - zaczął, a potem machnął ręką. - Wiesz, o co mi chodzi. Marcela już wybrała kolory do pokoi dziecięcych. Igor będzie miał pokój z widokiem na ogród, a Zosia...

- Marcela wybrała kolory - przerwałam mu. - Do domu, który nadal jest w połowie mój.

Krzysztof westchnął, jakbym była nieznośnym dzieckiem.

- Kasiu, no daj spokój. Nie bądź egoistką. Pomyśl o dzieciach. One potrzebują miejsca do rozwoju, ogrodu. Ty co, będziesz tu przyjeżdżać sama? Zamkniesz się w tym wielkim domu? To bez sensu.

Egoistka. To słowo zawisło między nami.

- Przez ostatnie dwa lata - powiedziałam powoli - przyjeżdżałam tu co weekend. Karmiłam tatę, bo sam już nie dawał rady. Zmieniałam pościel. Woziłam na chemię. Siedziałam z nim w nocy, gdy nie mógł spać. Ty byłeś zajęty. Marcela z dziećmi, praca, wiesz jak jest.

- Ja też przyjeżdżałem...

- Raz w miesiącu. Na obiad. - Podniosłam głos. - A potem dzwoniłeś do mnie, żebym sprawdziła, czy wziął leki. Bo ty mieszkasz daleko, a ja "i tak jestem w Warszawie, blisko".

Krzysztof odchylił się na krześle.

- No dobrze, byłaś tu częściej. I co z tego? Nie miałaś męża, dzieci. Miałaś czas.

Miałam czas. Bo byłam sama. Bo moje życie było mniej warte.

- Wiesz, ile razy tata pytał o ciebie w ostatnim miesiącu? - wyszeptałam. - Dwadzieścia siedem razy. Liczyłam. "Krzysztof dzisiaj przyjedzie?". A ja mówiłam, że jesteś zajęty. Że masz ważne sprawy. Żeby się nie martwił, że jego syn go zostawił.

- To nie fair...

- A to jest? - Pukałam palcem w testament. - Tata podzielił wszystko równo. Pół dla ciebie, pół dla mnie. Bo byliśmy jego dziećmi. Oboje. Ale ty uważasz, że twoja połowa jest ważniejsza, bo masz rodzinę?

- Mam dzieci, Kasia! - Krzysztof podniósł głos. - A ty co? Sprzedasz dom za pięć lat, jak ci się znudzi przyjeżdżać? Albo wyjdziesz za mąż i i tak się wyprowadzisz?

- A może tu zamieszkam - rzuciłam.

Zamarł.

- Co?

- Może sprzedam mieszkanie w Warszawie i wrócę tu. Do domu rodzinnego. Tego, który powinien zostać w rodzinie.

- Nie mówisz poważnie.

- A dlaczego nie? - Wstałam. - Mogę pracować zdalnie. Ogród jest piękny. Dom jest duży. I tak przychodzę tu co weekend, bo... - głos mi się załamał - bo tu pachnie tatą. Bo tu jest mama w każdym kwiecie. Bo tu jestem w domu.

Krzysztof też wstał.

- Kasiu, bądź rozsądna. Nie możesz tu mieszkać sama. To za duże dla jednej osoby.

- Ale nie za duże dla was czworga?

- To co innego! My jesteśmy rodziną!

- A ja kim jestem?! - krzyknęłam. - Jestem jego córką! Byłam tu, gdy umierał! Trzymałam go za rękę! Ty przyjechałeś godzinę po jego śmierci i pierwsze, co zrobiłeś, to zmierzyłeś pokoje!

Krzysztof zbladł.

- Widziałam - szepnęłam. - Widziałam, jak wchodzisz do pokoju taty z miarką w ręku. Ciało jeszcze nie było zabrane, a ty już planowałeś remont.

Nie sprzedałam mu swojej połowy. Zaproponował więcej pieniędzy. Potem Marcela dzwoniła, płakała, że dzieci tak się cieszyły. Potem rodzina zaczęła mnie przekonywać, że jestem samolubna.

Ale ja po prostu powiedziałam: "Nie". Krzysztof w końcu zaproponował, że kupi on mnie. Że ja się wyprowadzę, a on mi zapłaci.

- Dom powinien zostać w rodzinie - powtórzyłam jego słowa. - I zostanie.

Mieszkam tu od pół roku. Pokój taty zostawiłam nietkniętym. Czasami siadam tam wieczorem i czytam jego książki. W ogrodzie posadzilam nowe piwonie - te same, co mama. Krzysztof nie odzywa się do mnie. Marcela napisała na Facebooku, że "niektórzy ludzie nie wiedzą, co to rodzina".

Ale ja wiem.

Rodzina to nie tylko nazwisko. To wspomnienia. To godziny spędzone przy łóżku chorego ojca. To piwonie sadzone z mamą. To altana, którą tata budował, a ja podawałam mu narzędzia.

Rodzina to ten dom. I zostanie w rodzinie. W mojej.

Bo ja byłam tutaj. Gdy było trzeba. A nie wtedy, gdy było co dzielić. var adsinserter = adsinserter || {}; adsinserter.tags = ['fulladsnew'];