Synowa zaprosiła mnie na obiad i przy deserze powiedziała, że coś dla mnie znaleźli. Patrycja upiekła sernik. Nie taki ze sklepu, tylko domowy, z rodzynkami, na kruchym spodzie.

Zdziwiłam się, bo w trzy lata znajomości widziałam ją w kuchni może dwa razy. A tu proszę - obrus na stole, talerzyki deserowe, które dostali w prezencie ślubnym, kawa w dzbankach.

Pomyślałam wtedy, że coś świętują. Może awans Darka, może wyniki badań Patrycji, bo przecież w szóstym miesiącu. Usiadłam na krześle, pochwalilam sernik i powiedziałam, że pięknie pachnie. Nie wiedziałam jeszcze, że ten sernik był jak opakowanie na pigułkę, którą zaraz będę musiała połknąć.

Darek milczał przez większość obiadu, co samo w sobie powinno mnie zaniepokoić. Mój starszy syn nigdy nie milczał. Gadał od rana do nocy, odkąd skończył dwa lata. Kamil - ten młodszy - zawsze był spokojniejszy, ale tamtego dnia wyglądał, jakby chciał wejść pod podłogę. Siedzieli obaj po jednej stronie stołu, a ja naprzeciwko, sama. Dopiero teraz rozumiem tę geometrię.

Przy deserze Patrycja odłożyła widelczyk, otarła usta serwetką i powiedziała tym swoim spokojnym głosem, którym mówi do pacjentów w przychodni, bo pracuje na rejestracji:

"Mamo, chcieliśmy z Darkiem o czymś porozmawiać. Znaleźliśmy takie śliczne mieszkanko, kawalerkę, na Czubach Południowych. Ma balkonik, jest blisko przystanku i widok na taki duży market, więc pani by miała wszystko pod ręką."

"Pani" - powiedziała "pani". Trzy lata mówi do mnie "mamo", a tu nagle "pani by miała". Jakby czytała ogłoszenie z gazety.

Nie odpowiedziałam od razu. Kawałek sernika stał mi w gardle. Darek kiwał głową jak te psy na desce rozdzielczej - automatycznie, bez myślenia. A Kamil patrzył w swój talerz, jakby tam było napisane rozwiązanie tego wszystkiego.

Mieszkam w tym mieszkaniu na Bronowicach od trzydziestu ośmiu lat. Trzy pokoje, kuchnia, łazienka z okienkiem. Wprowadziliśmy się z Edwardem, kiedy Darek miał dwa lata, a ja byłam w ciąży z Kamilem. Edward pomalował ściany sam, bo nie było nas stać na fachowca. Położył panele w przedpokoju. Zamontował szafki w kuchni - krzywo, ale trzymają do dziś.

Dwadzieścia lat krawcowej w zakładzie pod trójką, potem kolejne lata na ryczałcie, w domu, przy maszynie. W tym mieszkaniu uszyłam chyba tysiąc par spodni. W tym mieszkaniu Edward umarł osiem lat temu - po cichu, we śnie, w naszej sypialni. I teraz ktoś mi mówi, że te trzy pokoje "przydałyby się dla rozwijającej się rodziny".

Jakby to mieszkanie nie było moją rodziną. Jakbym była lokatorem, a nie matką.

"Patrycja, ja dobrze rozumiem, że wam ciasno" - odezwałam się w końcu. "Ale to jest mój dom."

"No tak, mamo, ale pomyśl logicznie" - włączył się wreszcie Darek. "Wy z tatą braliście to mieszkanie na dwoje dorosłych i dwoje dzieci. Teraz jesteś sama. Po co ci trzy pokoje?"

Po co mi trzy pokoje. W jednym śpię. W drugim szyję, bo jeszcze biorę zlecenia od sąsiadek - skracanie, zwężanie, cerowanie. W trzecim stoi kanapa i telewizor, i tam siedzę wieczorami. I zdjęcia Edwarda.

I regał z książkami, które czytam po kolei, od nowa, bo nowych nie kupuję, bo emerytura jest jaka jest. Po co mi trzy pokoje? A po co mi oddychać - też mogłabym rzadziej, żeby innym więcej powietrza zostało.

Nie powiedziałam tego głośno. Powiedziałam:

"Dariusz, ja nie zamierzam się nigdzie przeprowadzać."

Użyłam pełnego imienia. Ostatni raz mówiłam do niego "Dariusz", kiedy w szóstej klasie stłukł szybę u sąsiadki z dołu. Zrozumiał. Patrycja nie zrozumiała.

"Ale mamo, to naprawdę śliczne mieszkanie, jest po remoncie, jasne..."

"Patrycja" - przerwałam jej. "Wychowałam w tym mieszkaniu dwóch synów. Pochowałam tu męża. Mam sześćdziesiąt siedem lat i nikt - nikt - nie będzie mi mówił, gdzie mam mieszkać."

Cisza. Kamil pierwszy wstał od stołu. Powiedział "przepraszam, mamo" i wyszedł na balkon. Przez szybę widziałam, jak zapala papierosa, chociaż rzucał. Darek siedział z rękami na kolanach. Patrycja zbierała talerze - z taką miną, jakbym to ja zepsuła ten obiad, a nie ona.

Wróciłam do siebie autobusem, bo Darek nie zaproponował, że mnie odwiezie. Jechałam przez całe miasto z reklamówką, w której Patrycja spakowała mi resztę sernika. Sernik, którego już nie chciałam, ale nie umiałam odmówić.

W domu usiadłam w tym trzecim pokoju, który jest mi rzekomo niepotrzebny. Włączyłam telewizor, ale go nie słyszałam. Myślałam o tym, jak Darek kiwał głową. Jak Kamil patrzył w talerz. Jak Patrycja powiedziała "pani".

Trzy pokoje. Trzydzieści osiem lat. Panele, które położył Edward. Firanka, którą uszyłam sama, bo w sklepie były za drogie. Ślad po kredce na framudze - Kamil rysował tam żyrafę, kiedy miał cztery lata. Nigdy tego nie zamalowałam.

Zadzwoniłam do Kamila wieczorem. Odebrał po pierwszym sygnale.

"Mamo, ja nie wiedziałem, że tak to będzie wyglądać. Myślałem, że chcą tylko porozmawiać."

"A ty?" - zapytałam. "Ty chcesz, żebym się wyprowadziła?"

Milczał długo. Potem powiedział cicho:

"Nie. Ale rozumiem, że im ciasno."

"Mnie też jest ciasno, synku" - odpowiedziałam. "Tylko nie w mieszkaniu."

Odłożyłam słuchawkę i spojrzałam na tę żyrafę na framudze. Ma krzywe nogi i za długą szyję. Najpiękniejsza żyrafa, jaką w życiu widziałam.

Nie przeprowadzę się. Ale wiem już, że coś się przeprowadziło - między mną a synami. Coś, czego żaden remont nie naprawi. var adsinserter = adsinserter || {}; adsinserter.tags = ['fulladsnew'];