Mąż odszedł w 2012, kiedy córka miała dwanaście lat. Na jej weselu we wrześniu, przy podziękowaniach dla rodziców, dostał taki sam bukiet jak ja i statuetkę "Najlepszy Tata". Salę, orkiestrę i suknię opłaciłam ja.

Wodzirej stuknął palcem w mikrofon i poprosił rodziców pary młodej na środek sali. Wstałam od stołu, wygładziłam sukienkę na biodrach i dopiero w połowie parkietu zobaczyłam, że Darek idzie równolegle ze mną. Z drugiego końca sali, ale w tym samym tempie, jakbyśmy to przećwiczyli.

Magda stała z Bartkiem przy schodkach do sceny. Trzymała dwa bukiety. Identyczne - białe róże, kremowe eustomy, gałązka eukaliptusa przewiązana jutą. Za nią, na krześle, leżały dwie złote statuetki w foliowych woreczkach.

- Mamo, tato... - zaczęła i od razu jej się głos załamał. - Dziękuję wam za wszystko.

Wzięłam bukiet. Darek wziął swój. Potem Bartek podał mu statuetkę i przeczytałam napis na podstawce, zanim on zdążył: "Najlepszy Tata". Moja była taka sama, tylko z "Mamą". Zespół zagrał "Cudownych rodziców mam", goście wstali, rodzina Bartka klaskała do rytmu.

A ja stałam z różami przy piersi i liczyłam. Sala nad jeziorem w Turawie. Zespół z Opola, który trzeba było zaklepać półtora roku wcześniej. Suknia z salonu na Krakowskiej, trzy przymiarki, poprawki w talii. Wszystko z mojego konta.

- Ale się wzruszyłaś, Jolu - szepnęła ciocia Halina, kiedy wróciłam do stołu.

- Bardzo - powiedziałam i napiłam się wody, bo wódki nie mogłam przełknąć.

Darek siedział trzy stoliki dalej. Sam. Ewa nie przyjechała - Magda prosiła, żeby nie przyjeżdżała, i to akurat było jedyne, o co córka poprosiła ze względu na mnie. Widziałam, jak obraca statuetkę w palcach, jakby nie wiedział, co z nią zrobić. Potem postawił ją obok talerza z niedojedzonym schabem i siedział tak, patrząc na tańczącą córkę.

Czternaście lat temu, w listopadzie, spakował dwie torby sportowe. Pamiętam dokładnie, bo Magda siedziała na schodach w piżamie w zebry i pytała, czy tata jedzie na delegację. Nie jechał na delegację. Jechał do Wrocławia, do kobiety, którą poznał na budowie, gdzie kładł instalację elektryczną w nowym biurowcu. Rozwód był szybki i cichy. Alimenty przychodziły - najpierw nieregularnie, potem co miesiąc, piętnastego. Nie mogę powiedzieć, że ich nie płacił.

Mogę za to powiedzieć, kto siedział z Magdą przy anginie, przy pierwszej miłości, przy maturze z matematyki, której bała się tak, że wymiotowała rano przed egzaminem. Kto chodził na wywiadówki. Kto brał nadgodziny w biurze rachunkowym w marcu i kwietniu, kiedy szły zeznania roczne, żeby było na kurs prawa jazdy i na akademik.

Kiedy Magda miała szesnaście lat, nie chciała słyszeć o ojcu. Kiedy miała dwadzieścia i poszła na studia do Wrocławia, nagle zaczęła u niego bywać.

- Mamo, on się naprawdę stara - mówiła przez telefon. - Zabrał mnie na pizzę. Pytał o wszystko.

Pizza. Ja przez osiem lat robiłam jej kanapki do szkoły.

Nie zabraniałam. Byłam dorosła, ona też. Ale coś się we mnie zaciskało za każdym razem, kiedy mówiła "tata".

Kiedy w zeszłym roku Bartek się oświadczył, od razu wiedziałam, że wesele będzie moje. Odkładałam na nie od jej osiemnastki - po trochu, z premii, z trzynastek, z tego, czego nie wydałam na siebie. Rodzice Bartka wzięli fotografa i alkohol, ja całą resztę. Ponad czterdzieści tysięcy. Magda wiedziała, ściskała mnie, płakała przy wyborze sukni. Ale na zaproszeniach chciała, żeby było "wraz z rodzicami: Jolantą i Dariuszem". Zgodziłam się. Co miałam powiedzieć?

Wróciłam z wesela o piątej rano. Taksówka odjechała, a ja usiadłam na ławce przed klatką. Bukiet w celofanie, statuetka na kolanach. Na trzecim piętrze paliło się światło u pani Krysi, która nigdy nie spała dłużej niż do piątej. Siedziałam i nie mogłam się zmusić, żeby wejść do pustego mieszkania. Statuetkę wrzuciłam potem do szuflady w meblościance, między obrusy.

Tydzień później Magda przyszła oddać paterę po torcie. Usiadłyśmy w kuchni, nastawiłam wodę na herbatę. Rozmawiałyśmy o podróży poślubnej, o tym, że ciocia Halina tańczyła do czwartej. I nagle z moich ust wyszło coś, czego nie planowałam.

- Wiesz, ile kosztowała ta sala?

Magda odstawiła kubek.

- Wiem, mamo.

- To czemu on dostał to samo co ja?

Powiedziałam to cicho, ale słyszałam, jak to brzmi. Jak dziecko, któremu brat dostał większy kawałek ciasta.

Magda długo milczała. Potem wyjęła telefon, coś przewinęła i położyła przede mną. Zamówienie z internetu. "Statuetki dla rodziców - komplet 2 szt." Czterdzieści dziewięć złotych.

- Kupiłam w komplecie, bo tak się kupuje - powiedziała. - To nie był ranking, mamo. Nie sądziłam, że ktoś to będzie liczył.

- Ja nie liczę...

- Liczysz. Od czternastu lat liczysz. - Nie krzyczała. To było gorsze. - I wiesz co? Tata w marcu chciał zapłacić za zespół. Zadzwonił do ciebie. Ty mu powiedziałaś, że damy radę same i że jego pieniądze nie są nam potrzebne.

Zrobiło mi się gorąco w karku. Pamiętałam ten telefon. Stałam wtedy w Biedronce przy kasie samoobsługowej i powiedziałam mu to tak, żeby zabolało. I zabolało. Byłam z siebie zadowolona przez cały wieczór.

- On mi o tym powiedział dopiero na weselu - dodała Magda. - Przepraszał, że nic nie dołożył. Mamo, ja nie chciałam rachunku. Chciałam raz, jeden jedyny raz w życiu, żebyście stali obok siebie i żeby nikt nie wychodził z torbą.

Siedziałam nad stygnącą herbatą i nie miałam nic do powiedzenia. Bo miała rację w sposób, którego nie chciałam widzieć. Płaciłam za wszystko nie tylko z miłości. Płaciłam też po to, żeby mieć dowód. Paragon na to, że byłam lepsza. Że to ja zostałam. A Darek, który przez lata uczył się, jak być ojcem dorosłej córki, nie dostał nawet szansy, żeby dołożyć się do jednego wieczoru.

- Wiem, kto mnie wychował - powiedziała Magda, wstając. Pocałowała mnie w czubek głowy, jak ja ją, kiedy była mała. - Nie musisz mi tego udowadniać przelewami.

Po jej wyjściu otworzyłam szufladę. Statuetka leżała między obrusami, złota farba już trochę starta na rogu. Postawiłam ją na półce obok zdjęcia z komunii Magdy.

Nie wiem jeszcze, czy zadzwonię do Darka. Może kiedyś. Może na chrzcinach, jeśli będą.

Bukiety zwiędły po tygodniu. Oba tak samo. var adsinserter = adsinserter || {}; adsinserter.tags = ['fulladsnew'];