Sprzedałam działkę po rodzicach i podzieliłam pieniądze równo między troje dzieci. Dwa miesiące później syn powiedział, że siostra dostała więcej, bo ja jej "na pewno coś dołożyłam po cichu".

Troje dzieci, trzy równe przelewy, jeden akt notarialny. Byłam pewna, że zrobiłam wszystko uczciwie. A potem mój syn powiedział jedno zdanie i okazało się, że uczciwość to dla każdego co innego.

Działkę pod Kozienicami rodzice kupili jeszcze w latach osiemdziesiątych. Tata postawił tam altankę, mama sadziła pomidory i maliny. Latem jeździliśmy tam co weekend - najpierw ja z siostrą, potem moje dzieci.

Kiedy tata umarł pięć lat temu, mama przestała tam jeździć. Mówiła, że bez niego nie ma po co. Działka zarosła, altanka zaczęła gnić. Mama umarła w styczniu, cicho, we śnie, jakby po prostu zdecydowała, że już czas.

Jestem Iwona, mam pięćdziesiąt osiem lat. Pracuję jako krawcowa w zakładzie przy Żeromskiego - przerabiam, skracam, łatam, co trzeba. Mam troje dzieci: Anetę, Maćka i Darię.

Aneta jest najstarsza, ma trzydzieści pięć lat, mieszka z mężem i dwójką dzieci tu, w Radomiu. Maciek ma trzydzieści dwa lata, jest po rozwodzie, wynajmuje kawalerkę w Warszawie. Daria, najmłodsza, dwadzieścia osiem lat, dopiero co skończyła studia i szuka pracy.

Po pogrzebie mamy trzeba było zdecydować, co z działką. Siostra zrzekła się swojej części - od lat mieszka w Niemczech i powiedziała, że nie ma jej na co. Zostałam z tym sama. Dzieci nie miały do niej żadnego sentymentu - kojarzyły ją z komórkami, nudą i brakiem zasięgu. "Sprzedaj, mamo, i rozdaj nam po równo" - tak powiedziała Aneta i reszta przytaknęła.

Sprzedałam za sto dwadzieścia tysięcy. Uczciwa cena jak na tamten rejon - działka duża, ale bez mediów, dojazd po szutrowej drodze. Podzieliłam na trzy równe części: po czterdzieści tysięcy na każde dziecko.

Przelałam w tym samym dniu, żeby nikt nie mówił, że ktoś dostał pierwszy albo ostatni. Nawet tytuły przelewów zrobiłam identyczne: "Działka - Twoja część". Byłam z siebie dumna. Myślałam, że to zamknięty temat.

Aneta za swoje czterdzieści tysięcy wymieniła okna w mieszkaniu i zrobiła łazienkę. Daria wpłaciła na konto oszczędnościowe - rozsądna dziewczyna, jak to najmłodsze pokolenie, myśli o przyszłości. A Maciek? Maciek milczał. Nie powiedział ani co zrobił z pieniędzmi, ani czy mu się przydały. Podziękowała tylko Aneta. Daria napisała SMS-a z serduszkiem. Maciek nic.

Dwa miesiące później zadzwonił.

"Mamo, mógłbym wpaść w sobotę? Chciałem pogadać."

Ucieszyłam się. Maciek rzadko dzwoni, jeszcze rzadziej przyjeżdża. Od rozwodu zamknął się w sobie, jakby winił cały świat za to, że Agnieszka od niego odeszła. Ugotowałam rosół, upiekłam szarlotkę. Posprzątałam mieszkanie, wyciągnęłam obrus na stół, ten z kwiatami, który mama wyszyła.

Przyjechał przed południem. Wyglądał źle - schudł, pod oczami miał cienie. Jadł rosół w milczeniu. Dopiero przy kawie zaczął.

"Mamo, mam problem. Potrzebuję pożyczki."

"Ile?" - zapytałam, bo co innego miałam powiedzieć.

"Czterdzieści tysięcy."

Odłożyłam filiżankę. Dokładnie tyle, ile dostał dwa miesiące wcześniej. Dokładnie.

"Maciek, a co się stało z pieniędzmi z działki?"

Odwrócił wzrok. Patrzył na lodówkę, jakby tam było napisane jakieś wytłumaczenie.

"Miałem długi. Spłaciłem."

"Jakie długi?"

"Różne. Pożyczki. Po rozwodzie musiałem się jakoś urządzić."

Serce mi się ścisnęło. Wiedziałam, że po rozwodzie było mu ciężko - mała pensja w magazynie, kawalerka w Warszawie, alimenty na syna, którego Agnieszka zabierała na weekendy coraz rzadziej. Ale o długach nie wiedziałam. Nie pytałam, bo Maciek nie lubił, jak pytam.

"Synku, ja nie mam czterdziestu tysięcy. Nie mam nawet połowy."

"A Aneta?" - powiedział nagle, innym tonem. Twardszym.

"Co Aneta?"

"Aneta zrobiła remont za te pieniądze. Łazienka, okna. To kosztuje więcej niż czterdzieści tysięcy, mamo. Skąd miała resztę?"

"Z oszczędności. Z kredytu. Nie wiem, nie pytałam."

"Albo od ciebie."

Cisza. Ten rodzaj ciszy, kiedy czujesz, że powietrze gęstnieje.

"Maciek, każde z was dostało po równo. Co do złotówki."

"Bo Aneta mieszka tu, w Radomiu. Podrzucasz jej dzieci do szkoły, siedzisz z nimi po południu, gotujesz obiady. Wiesz, ile to jest warte? Ile by zapłaciła opiekunce?"

Nie odpowiedziałam. Bo miał rację - pomagałam Anecie z dziećmi. Codziennie. Od lat. Ale to nie były pieniądze. To było coś, co babcie robią, bo chcą, bo kochają, bo wnuki to wnuki.

"To nie jest to samo" - powiedziałam cicho.

"Dla mnie jest."

Wyjechał tego samego dnia. Szarlotki nie tknął. Na progu odwrócił się i powiedział to zdanie, które mi nie daje spokoju do dziś:

"Ty zawsze mówisz, że dzielisz równo. Ale równo to nie jest sprawiedliwie, mamo."

Dzwoniłam do niego trzy razy w następnym tygodniu. Nie odbierał. Za czwartym razem odezwała się poczta głosowa. Napisałam SMS-a: "Maciek, porozmawiajmy spokojnie. Kocham cię." Odpisał po dwóch dniach: "Wiem. Ale to nie zmienia tego, co powiedziałem."

Aneta się dowiedziała - nie wiem od kogo, może od Darii, może sam jej napisał. Wpadła do mnie wściekła.

"Mamo, ja ci nie kazałam pilnować dzieci. Sama się oferowałaś. A teraz Maciek robi z tego argument, że go krzywdzisz?"

"Nie krzywdzę go."

"No właśnie! To dlaczego się tłumaczysz?"

Nie umiałam jej powiedzieć, że się tłumaczę, bo gdzieś w środku, w jakimś ciemnym kącie, słyszę jego słowa i nie potrafię ich do końca odrzucić. Bo może Maciek miał trochę racji. Nie o pieniądzach - pieniądze podzieliłam równo i to jest fakt.

Ale o czasie, o bliskości, o tym, że Aneta miała mnie na co dzień, a Maciek - na święta. Że Daria mogła wpaść na herbatę po pracy, a Maciek jechał dwie godziny, żeby zjeść rosół i wrócić do pustej kawalerki.

Podzieliłam pieniądze równo. Ale czy podzieliłam siebie równo?

Minął miesiąc. Maciek nie dzwoni. Aneta uważa, że to jego problem i powinnam dać mu czas. Daria mówi ostrożnie, że Maciek "może trochę przesadza, ale go rozumie". Ja siedzę wieczorami przy stole z mamowym obrusem i myślę o tej działce pod Kozienicami, o malinach, które mama zbierała do miski z odłupaną emalią, o tym jak tata mówił "grunt to spokój w rodzinie".

Spokój. Sto dwadzieścia tysięcy złotych go nie kupiło. Może dlatego, że nigdy nie był na sprzedaż. var adsinserter = adsinserter || {}; adsinserter.tags = ['fulladsnew'];